Wszystko zaczęło się od coachingu…

Dokładnie 7 lat temu rozpoczęła się moja totalna zmiana a wręcz totalna transformacja od jednej z książek Macieja Bennewicza
pt. „Miłość toksyczna, miłość dojrzała. Coaching relacji”.
Pamiętam jak dzisiaj kiedy polecała mi ją moja bliska koleżanka,
ponieważ była akurat po jej lekturze. Patrząc na nią widziałam inną osobę, czułam inną energię, byłam bardzo zaciekawiona tą przemianą. Namawiała mnie kilkukrotnie na przeczytanie tej książki.
Mój wewnętrzny opór był ogromny, już nawet nie pamiętam z czego wynikał. Dzisiaj wiem, że to był brak wiary, że jakakolwiek książka może mieć jakiś realny wpływ na moje życie ale jednak dałam się namówić.

Od tej pory stałam się na kilka lat wierną fanką Bennewiczowskiej twórczości, przeczytałam wszystkie książki tego autora dostępne
na rynku, zafascynowałam się coachingiem, a przede wszystkim
jego definicją i wizją coachingu, który łączył się z psychologią
ale również filozofią i metafizyką.

To był początek mojej prawdziwej przemiany, wtedy po raz pierwszy widziałam wymierne w naszym fizycznym świecie rezultaty praktyki wdzięczności i innych wzniosłych emocji. Doświadczałam manifestacji zdarzeń, które były ich efektem. Jednak na tamten czas to wszystko było we mnie zbyt mało zakorzenione, zbyt chaotyczne i oderwane
od mojego życia żebym mogła w tym pozostać na dłużej.

Zafascynowana coachingowym podejściem do życia biegałam na wszystkie rozwojowe warsztaty, które odbywały się w moim mieście. Czułam się jak ryba w wodzie wśród ludzi, którzy wiedzą „o czym mówię”. Punktem kulminacyjnym był udział w Coachowisku organizowanym w Warszawie, czyli miejscu gdzie przez cały weekend bezpłatnie można było skorzystać z wykładów i ćwiczeń prowadzonych przez najbardziej znanych coachów w Polsce.
Wtedy to po raz pierwszy miałam okazję spotkać na żywo Macieja Bennewicza, wziąć udział w jego warsztatach a nawet dostać autograf na jego książkach.
Mam wrażenie, że to był punkt zwrotny i decydujący w tamtym momencie mojego życia. Wróciłam do domu z pełnym przekonaniem, że chcę skończyć coaching i zostać coachem.

Przez kilka miesięcy rozglądałam się za ciekawą szkołą coachingu
w moim mieście, brałam jeszcze pod uwagę Warszawę jednak studiowanie stacjonarnie było wtedy dla mnie wygodniejszą opcją. Wtedy zupełnie przypadkiem (chociaż dzisiaj nie wierzę już w przypadki) dowiedziałam się, że mają ruszyć pierwsze studia podyplomowe z zakresu coachingu i mentoringu na UMCS Lublin. Zebrała się kameralna grupa chętnych  i ruszyła I edycja wyżej wspomnianych studiów, a ja  zostałam ich dumną i szczęśliwą słuchaczką.

W ten sposób z etapu teorii przeszłam w etap praktyki i nie tylko coachingowej ale o tym już niebawem w kolejnym wpisie na moim blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *